Siedzę w naszym nowym mieszkaniu. Na parapecie z kubkiem gorącej herbaty. Spoglądam na Londyn. Jest taki piękny nocą.. Ulicami raz po raz przechadzają się pary. Być może nie do końca szczęśliwe, żaden związek nie jest idealny. Jednak jestem pewna, że ci ludzie mogą na sobie polegać.
Powinnam zmienić coś w swoim życiu? Zdecydowanie. Czy potrafię? Nie sądzę..
Nocne życie w Londynie to coś niesamowitego. Dziesiątki klubów, barów, kasyn, a wszystkie te lokale przepełnione ludźmi. Dziś wybieram się do jakiegoś klubu. Podobno. Ana dostała zaproszenie od jakiegoś nadzianego kolesia ze swojej firmy. Ja idę jako przyzwoitka, choć ruda utwierdza mnie w przekonaniu, że idę tam, żeby kogoś poznać. Jestem głupia, że tam idę. Będę sterczeć przy barze i patrzeć na słodkie parki. Fuj.
- nie mów, że nie zakładasz szpilek - ujrzałam zdziwioną przyjaciółkę
- mam sie zabić, gdy wstane od baru przy którym mam zamiar zapijać smutki? - odparłam
-zakładaj szpilki, ale już!
- wszystko tylko nie krzycz, proszę..
Do klubu weszłyśmy bez problemu. Na szczęście obyło się bez pytania o dowód. Nienawidzę tego. Nie wyglądam wcale tak młodo, nie wiem czego ci ludzie ode mnie zawsze chcą.
Siedziałyśmy przy barze popijając drinki. Ana jak zwykle Mohito. Co za monotoniczna kobieta.. Ja zamówiłam Margaritę
- Cześć Anabelle - Usłyszałam za sobą, po czym odwróciłam się z prędkością światła, aby ujrzeć faceta Any. Dojrzałam przystojnego bruneta, o ciemnej karnacji. Nie wyglądał na Anglika. Na moje oko powinien mieć już żonę i dwójkę dzieci. Chwila, chwila... on ma na palcu obrączkę! Z zamyślenia wyrwał mnie męski głos.
- Jesteś z Londynu? - Jakiś przystojny facet usiłował zacząć ze mną rozmowę.
- Właśnie się tu wprowadziłam, jestem z Belgii - grzecznie odpowiedziałam
- Nie wyglądasz na belgijkę. Przepraszam.. nie przedstawiłem się. Jestem Jack - mężczyzna lekko się speszył
- nic nie szkodzi, jestem Jessica, dla przyjaciół Jess. Jestem pół Polką, pół Francuzką. - odpowiedziałam chłopakowi nadal mile. Miałam niezły humor, na dodatek alkohol zaczął działać. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że młodego mężczyznę skądś już znam. Powinnam zapytać? Wypada? A co mi szkodzi, siedzę z kieliszkiem w dłoni. Może domyśli się, że procenty tak na mnie podziałały. - Wydaje mi się, że już gdzieś Cię widziałam.
- Aaa..bo widzisz. Gram w Arsenalu Londyn, może słyszałaś. - gdy usłyszałam odpowiedź niemal oplułam się drinkiem.
- Żartujesz, Arsenal to ulubiona drużyna mojego taty. Oglądałam wielokrotnie mecze. Czy ja właśnie poznałam Jacka Wilshere? - chłopak lekko kiwnął zaskoczony - Przepraszam, że od razu Cię nie poznałam, ale jednak oglądałam Cię tylko w tv - zrobiłam uśmiech " wybacz, ale jestem idiotką i za dużo paplam". Chyba zrozumiał. Mam nadzieje.
- Mogę Cię oprowadzić po Londynie jeśli chcesz - Czyli zrozumiał.
- Pewnie, nie znam tu nikogo, mieszkam z przyjaciółką, która dostała tu pracę.- Jess, nigdy więcej nie pij, miałaś powiedzieć nie. Nie zadawaj się z piłkarzami.
- Może przejdziemy się teraz? Strasznie tu gorąco
- Dobry pomysł - Tak, może jak się przewietrzę to się ogarnę. Może. A może i nie.
- Co robisz w Londynie?
- Przeprowadziłam się tu z Belgii, wcześniej mieszkałam w Paryżu. Przyjaciółka dostała pracę, ja wykorzystałam okazję i przyjechałam tu z nią.
- nie żal było ci zostawić rodzinę, pracę, chłopaka? - Wyczułam nacisk na ostatnie słowo. Podchwytliwe pytania. No ładnie.
- Mój tata dużo pracuje, nie zrobi mu to ogromnej różnicy. Nie mam pracy, jestem świeżo po studiach. Architektura. Chłopaka nie mam, nigdy nie miałam - Proste pytania, jeszcze prostsze odpowiedzi. Przy ostatniej odpowiedzi skłamałam. nie lubię kłamstwa, ale nie zniosłabym pytań o mój związek, który zresztą zakończył się 3 lata temu.
- Nie wierzę
-w co?
- w to, że niby nie miałaś nigdy faceta. Ile masz lat?
- 21 - co on ma w sobie, że wydaje się, że znam go co najmniej tyle co Ane
- Wow. Taka piękność, 21 lat bez mężczyzny..
- bywa..
- radzę ci uważać, bo jeśli kumple z drużyny Cię poznają to się od nich już nie opędzisz - puścił mi oczko. Jess, bo jeszcze się zakochasz prychnęłam sama do siebie. Oj Jess.. ty nie potrafisz kochać. Nie nadajesz się do tego.
- Coś się stało? powiedziałem coś nie tak? - chyba zauważył moje łzy.
- nie, chyba coś mi wpadło do oka. - moje stałe wytłumaczenie łez. Będę musiała wymyślić coś nowego. Chomik mi zdechł? Nie, to chyba nie przejdzie.
- może to ja? - usłyszałam nad uchem i nie, nie był to Jack. Nie znałam tego głosu. Po chwili ujrzałam Wojtka Szczęsnego. Jego poznałam bez problemu. W końcu to Polak. Polskę uwielbiam, kibicuję reprezentacji.
- nie sądzę - odpowiedziałam z uśmiechem.
- kurcze...- zrobił zawiedzioną minę.
- To jest Wojtek, na niego uważaj, to klubowy podrywacz.- zaśmiał się Wilshere
- Dzięki Wilshere... Swoją drogą nie mówiłeś, że masz dziewczynę - stwierdził robiąc minę detektywa.
- Bo nie mam. Niestety. To Jess, poznaliśmy się dziś, w klubie. - co to miało być za niestety? Hmm? Panie Wilshere?- Jess jest w połowie Polką, może się dogadacie
- Też uważasz, że Jack jest najgorszy z drużyny? - zapytał Szczęsny w swoim ojczystym języku, podśmiewując się.
- Nie jest najgorszy, ale do Messiego mu trochę brakuje - nie będę aż taka niemiła, ale słodzić też nie mogę. Wojtek roześmiał się, zaś pomocnik zirytował faktem, iż nic nie rozumie.
- Miło było Cię poznać Jessico, ale muszę lecieć, jeśli byłabyś chętna to chciałbym Cię porwać na kawę.
- Spadaj już Szczęsny - warknął Jack przekręcając nazwisko kolegi. Bramkarz pocałował mnie w policzek na pożegnanie i wsadził do kieszeni ramoneski karteczkę tak, aby jego kolega tego nie zauważył.
Brunet odprowadził mnie do domu. Zapytał o której wstaję. Będzie chciał zadzwonić? przecież nie ma numeru. Przyjść? Nie wie które mieszkanie.. Pewnie chciał się umówić, ale nie pasują mu godziny. A nieważne. Miałam się z żadnymi piłkarzami nie zadawać. Choć to dość kusząca wizja..
Gdy weszłam na swoje piętro uświadomiłam sobie, że nie mam kluczy. Ana nie odbierała telefonu. Pieniędzy też nie mam. Wzięłam niewiele, żeby za dużo nie wydać. Ana na pewno nie wróci na noc. Znam ją. Ehh.. Inteligentna Sokolovski. Zbiegłam szybko na dół, o mało nie zabijając się przez obcasy. Jacka niestety nie było. Mam nocować na klatce? Jest dopiero 24. Nie mam zamiaru spędzić nocy na mieście. Nie znam tu kompletnie nikogo.. schowałam ręce do kieszeni ramoneski. Było strasznie zimno. Poczułam, że mam w kieszeni jakiś papier. Olśniło mnie. Wojtek! Ale czy wypada? Właściwie to widzieliśmy się pół godziny temu. Może jeszcze nie śpi. O ile miał zamiar w ogóle spać. Nie wnikam. Czułam, że powoli zamarzam. Zadzwoniłam do mojego nowego znajomego. O dziwo stwierdził, że mu nie przeszkodziłam. Poprosiłam o numer do Jacka. Jakoś brunet wzbudzał u mnie większe zaufanie. Szczęsny na początku wyraził ogromną chęć zaopiekowania się mną, ale nie udało się mu mnie namówić, o nie, nie! Wykonałam kolejny telefon. Jack stwierdził, że za chwilę po mnie przyjedzie, chociaż chciałam tylko adres. Jakoś bym dotarła. Tak przynajmniej mi się wydaje. Po zaledwie 7 minutach przyjechał Jack. Gdy zobaczył, że trzęsę się z zimna, wręcz rozkazał mi wsiąść do samochodu. Ferrari. Co za cudo! Wyjaśniłam Jackowi, że chcę pożyczyć trochę pieniędzy na hotel i polecenie jakiegoś niedrogiego noclegu. Oczywiście w panu W. odezwał się pomocny głos i zaproponował, że może mnie przenocować. Bo przecież mieszka tylko z dziećmi, których pilnuje właśnie jego mama. Przecież ma przestronny dom i wolny pokój w którym będę mogła się zamknąć jeśli się będę go bała i spać spokojnie. Przecież nie mam pracy więc nie będę miała jak mu oddać. Co racja to racja. Wyraziłam zgodę, co zresztą nie było potrzebne ponieważ dobra dusza Wilshere już jechał w kierunku swojego domu. Dotarliśmy na miejsce po zaledwie paru minutach. Po ciemku nie widziałam za wiele, a światło mogłoby zbudzić dzieci, więc nie miałam jak się rozejrzeć. Można powiedzieć zboczenie zawodowe - skończyłam architekturę. Jack zaprowadził mnie do sypialni. Miała na szczęście łazienkę. Pożegnał się i pożyczył dobrej nocy. W sypialni zapaliłam małą lampkę, stojącą na stoliku nocnym. Łóżko, stojące po prawej stronie pokoju było ogromne. Wiedziałam, że się na nim wyśpię. Po lewo stała ogromna szafa. Meble w kolorze ciemnego orzecha idealnie pasowały do granatowych zasłon i pościeli. Uwielbiam taki wystrój. Na stoliku nocnym stały świeże kwiaty. Czerwone tulipany. Mogłabym tu zamieszkać. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i spojrzałam w swoje lustrzane odbicie. Dotknęłam delikatnie blizny na łuku brwiowym. Lubię ją. Dodaje mi odwagi, jednak na co dzień zakrywam ją włosami, aby nie otrzymywać zbędnych pytań. Założyłam bieliznę, sprawdziłam jeszcze raz czy na pewno zamknęłam drzwi na klucz i wskoczyłam do łóżka, aby po chwili bezsensownego rozmyślania odpłynąć do krainy Morfeusza.
Obudziłam się o 9 rano. Ubrałam się, posłałam łóżko i wyszłam z pokoju. Niepewnie poruszałam się po budynku. Bez problemu dotarłam do przestronnego salonu, połączonego z równie imponujących rozmiarów kuchnią. Zastałam tam mojego wybawce. W bokserkach i koszulce. Muszę przyznać, że to raczej niecodzienny widok. Brunet powitał mnie szerokim uśmiechem.
- Jak się spało?
- Doskonale. Mogę ukraść ci łóżko? - oboje zaśmialiśmy się życzliwie.- muszę zadzwonić do panny Anabelle. Mam nadzieję, że jest już w domu.
- Odwiozę Cię kiedy tylko będziesz chciała. I nie ma, że nie!- sprytnie przewidział co chcę powiedzieć.
Jess, przepraszam Cię, ale nie będę w stanie wrócić przed 16. Nie pomyślałam o Tobie, przepraszam Cię najmocniej. Muszę kończyć, pa. - Tyle usłyszałam od rudej. Zabije ją jak tylko wróci. Jack skomentował moją minę krótkim - możesz zostać u mnie ile chcesz- chyba będę na niego skazana. Nie żeby mi się nie podobało, ale pewnie ma jakieś plany i w ogóle nie lubię ludziom zawracać głowy.
- za chwilę pójdę, zabiorę tylko swoje rzeczy- rzuciłam do chłopaka
- nie ma mowy. Zostajesz ze mną dopóki nie będziesz mogła spokojnie wrócić do domu. O której zastaniesz swoją przyjaciółkę?
-o 16- odparłam niechętnie.
- w takim razie - podał mi talerz z jajecznicą - masz to zjeść, a potem zastanowimy się co dziś zrobimy- uśmiechnął się tak uroczo, że nie dało się odmówić. Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy rozmyślać nad moim losem.
- jest 10, mamy czas do 16, bo Twoja przyjaciółka wraca, a ja jadę odebrać Archiego z przedszkola, jak chcemy wykorzystać ten czas? Proponuję gdzieś wyjść..- i tak oto chłopak zaczął paplaninę. Stanęło na tym, że siedzimy w domu i oglądamy denne programy, przystałam na to, ponieważ nie wyglądałam najlepiej. Chciałam wreszcie wrócić do domu. Przy okazji zostałam oblana herbatą. Jack użyczył mi swojej koszulki. Jak miło. Przestałam rozmyślać o tym jak to muszę zawracać mu w tym momencie głowę i wymyśliłam, że jakoś mu się po prostu odwdzięczę. Nadeszła godzina 16. Jack odwiózł mnie do domu, pożegnaliśmy się, a ja gdy tylko weszłam do domu zaczęłam równo opieprzać Ane...
____________________________________________________
Witam! Jest i jedyneczka :D Nie podoba mi się, ale jakoś w końcu trzeba to zacząć ;) Zapraszam do czytania i komentowania. Pozdrawiam, Wolfiee :*





